niedziela, 22 kwietnia 2012

Część 2 "Wyjaśnienie"


Bardzo chciałabym podziękować za komentarze pod poprzednią notką i zaprosić Was serdecznie do nowego czytania ;) 

- Kim jesteś?  - zapytała nieco pewniej.
- O... – wyrwało mu się. Jeszcze raz rozejrzał się. – Muszę znaleźć tego psa. Kim jestem? – powtórzył pytanie nerwowo spoglądając to na zegarek to w około. Zaczął pogwizdywać. – Lubi jak gwiżdżę, mam nadzieję, ze wróci. Inaczej Sarah mnie zabije. Sarah to moja przyjaciółka, bardziej jak młodsza siostra. Zresztą ma 12 lat i przybłąkała się pewnej zimy wprost pod moje drzwi.
- Kim jesteś? – Aya przyjęła postawę bojową. Zniżyła głos i wyprostowała plecy. Wiedziała, że ma marne szanse, ale nie chciała mieć z tym dziwakiem nic wspólnego.
- Nie lubię agresji.
- Nie lubię się powtarzać.
- A jednak to robisz – odezwał się. Jego oczy zwęziły się nieco a on sam podszedł bliżej.
- Czemu mi nie odpowiesz? – Aya postanowiła grać na zwłokę i zbliżyła się doń. Jeśli wyczuje odpowiedni moment, jeśli uda jej się go zdezorientować wtedy ucieknie. Nie, nie będzie próbowała ataku. To byłoby zbyt ryzykowne.
- Bo nie sądzę, żeby to było istotne. – Ton jego głosu też się zmienił. Nie był już pogodny jak na początku rozmowy a przesiąknięty powagą. Chwycił Ayę za rękę – Wiesz, że mogę ją zgnieść? Jesteś marna, w dodatku słaba fizycznie.  – Miał rację. Jego uścisk był silny, a wiedziała, że nie jest to nawet połowa jego mocy.
- Czemu mnie nie zabijesz?
- Mówiłem już, nie tykam z reguły kobiet.
- Z reguły. – chłopak znów się uśmiechnął.
-  Jeśli ci powiem, będziesz chciała mnie za mentora.
- Co?
- Tak, jestem wojownikiem.
- Dlaczego miałabym cię prosić o przewodnictwo? – zapytała. Myślała, że mentorem może zostać jedynie osobnik tej samej rasy. Nie, ona była tego pewna.
- Wojownicy są głównymi mentorami każdego stworzenia. Nie wiedziałaś? – zapytał z przekąsem, puszczając jej rękę.
- Nie rozumiem. – Chłopak spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Ty naprawdę nic nie wiesz? Jak tyś się uchowała w Green Village?
- Trafiłam tu przypadkiem. Powiedzieli, że tu jest największy odsetek stworzeń.
- Tak jest, jednocześnie największa przestępczość. Dlatego trzymamy ludzi z daleka od tego miasta.
- Zauważyłam.
- Podczas polowań? – Aya podniosła głowę i zmrużyła oczy. Nie lubiła gdy ktoś jej to wypominał. Nie chciała pić krwi, ale pragnienie zawsze jest większe. Ponadto jakkolwiek by się nie starała nie jest w stanie wyżywić swojego organizmu krwią zwierząt, szczególnie nie gdy żyje w pojedynkę. Im dłużej o tym myślała, tym bardziej w jej umyśle moralność zwalczana była chęcią przeżycia. Poza Green Village łatwiej było przeżyć bez ludzkiej krwi. Tam nie było tylu stworzeń, które atakowało w zamian za mięso, więc mogła słabnąć. Szczególnie, że mięso innego stworzenia było delikatniejsze i łatwiej odchodziło od kości. Natomiast samo Green Village roiło się od różnych ras, bardziej czy mniej okiełzanych przez cywilizację. Jednak miasto było swoistego rodzaju azylem, każdy mógł żyć tu anonimowo i nie wyróżniać się zbytnio z tłumu. Zadbali o to wiele lat temu wojownicy, którzy najbardziej podobni ludziom postanowili rozgraniczyć świat fantastyczny od rzeczywistego. Aya lubiła rozdzielać te dwa światy. Świat rzeczywisty to jej świat w Seulu, dom rodzinny, świat fantastyczny to jej wymyślone studia w Australii – inaczej mówiąc Aya musiała mieć wyjątkową wymówkę, by móc rzadko wracać do domu. Nie chciała by napad głodu spowodował śmierć któregoś z członków rodziny. Ponadto jedyna osoba, której ufała na tyle, że mogłaby powiedzieć o swojej nowej przypadłości, nie żyła. Dziadek zmarł półtora roku przed jej przemianą.
- Nic ci do tego.
- Jestem Wojownikiem Ognia. Zresztą zdążyłaś zobaczyć tatuaż, więc myślę, że się domyśliłaś. – powiedział, jednak patrząc  na jej minę zrozumiał, że Aya nie wie nic o świecie w którym przyszło jej żyć. – Zawiało banałem, nie?
- Tak trochę. Wojownik Ognia. Ha ha – uśmiechnęła się. Starała się rozluźnić atmosferę, jednak nie do końca jej to wychodziło. Aya nie znała swoich prawdziwych odczuć, za bardzo wpływał na nią Piorun. Moc jaką dysponował była w jej odczuciu potężna. Potrafił zapanować nad emocjami, to tak jakby potrafił zapanować nad chęcią jej ucieczki z zaułka.
- Mhm... – pokiwał głową i znów zaczął rozglądać się za psem. Powoli schylał się do rozrzuconych pudeł jednocześnie jednak obserwując ruchy Ayi. Bawiła go. Była naprawdę pocieszną młodą dziewczyną, bardzo zdezorientowaną w nowej sytuacji. Cieszyła go jej niepewność, to że nieufnie śledziła każdy jego krok przystępując jedynie z nogi na nogę. Jej zmrużone rozbiegane oczy powodowały, że mimowolnie uśmiechał się przy każdym skłonie. Nagle energicznie wyprostował się i krzyknął, uderzając dłonią o dłoń – Wampmorf!
- Wamp... co? – odruchowo krzyknęła.
- Nawet nie wiesz czym jesteś? – Dziewczyna popatrzyła na niego z jeszcze większą dozą zdziwienia.  – Wampmorf to połączenie wampira z morfiną.
- Skąd się wzięło takie dziwne połączenie? – chłopak podsunął dwa kartonowe pudła.
- Usiądź – delikatnie nacisnął na jej drobne ramiona. Aya posłusznie osunęła się na tekturę. Znów była w pozycji, która jej wcale nie odpowiadała. On dalej stał nad nią, jeszcze bardziej pochylony, tworząc pewnego rodzaju kokon. Teraz wyraźnie widziała zarys mięśni brzucha odznaczający się na dopasowanej koszulce. – Drżysz – szepnął jej do ucha, a ona skamieniała. Piorun uśmiechnął się jeszcze szerzej i puścił ramiona dziewczyny. Chwilę później zaśmiał się, opadając na pobliski karton. Chwilę łapał oddech i dopiero kontynuował. – Wampir żywi się krwią, prawda? – Aya przytaknęła głową, nadal czuła się zawstydzona. Pierwszy raz ktoś był na tyle zuchwały, żeby tak się z nią spouchwalać. Gdyby on był człowiekiem. Gdyby tylko był człowiekiem... Aya już widziała jak głowa blondyna opada bezwładnie na ramiona, jak ciemna krew spływa po jego ciele, a on zbroczony nią prosi o litość, prosi o śmierć. Na samą myśl o tym uśmiechnęła się do siebie. Nawet jeśli była zbyt słaba fizycznie by zaatakować to i tak nie odbierało jej to radości bujania w obłokach.  – Odpowiedź jest prosta morfina działa przeciwbólowo na człowieka, krew działa przeciwbólowo na wampira. Ty jesteś wampmorfem, bo jesteś po przemianie. Tylko coś poszło podczas niej nie tak i efekcie zostałaś na pograniczu wampira i człowieka.
- Co to oznacza? – Aya przekrzywiła głowę. Za Piorunem zarysowywał się obraz wzburzonego morza. W tej chwili cieszyła się z wyostrzonego wzroku. Po zmroku widziała i czuła więcej. Fale dzisiejszej nocy były niespotykanie duże, jak podczas przypływu. Aya zatęskniła za nocami spędzanymi z dziadkiem. Uwielbiała wychodzić z nim do pobliskiego parku i patrzeć przez lunetę. Raz nawet udało im się zobaczyć spadającą gwiazdę. Wtedy zażyczyła sobie długiego życia... Życzenia mają za to tendencję do spełniania się na opak lub samoczynnej hiperbolizacji. Hiperbolizacja jest ładnym słowem. Życzenie Ayi w końcu się spełniło, chociaż nie do końca miała ona to na myśli.
- To oznacza, ze starzejesz się, ale nieco wolniej. Potrzebujesz krwi, nieco więcej niż przeciętny wampir, ale mniej niż nowonarodzony. No i przede wszystkim jesteś...
- Śmiertelna?
- Śmiertelna. Znaczy zasadniczo wszystko da się zabić – Piorun pomasował czoło i dwoma kciukami zaczął rozciągać delikatne zmarszczki wokół oczu. – Wampiry kołkami, czosnkiem. Dobra przesadziłem z tym czosnkiem może nie, ale jeśli wbijesz kołek w serce lub użyjesz metalu do tego i podpalisz go, to teoretycznie wampir zginie. Wilkołakom należy zadać tylko potężny cios, taki, który raczej się nie wygoi. Czarodziejom i wojownikom przebić osłonkę. Taką wiesz magiczną – Piorun narysował palcem w powietrzu niewyraźny kształt zgarbionego człowieka. – Elfy i skrzaty są raczej nieszkodliwe i w sumie jak długo żyję widziałem tylko jedną elficzkę. Całkiem zgrabną. Jak sobie przypomnę jej chustę przewiązaną przez biodra – Piorun odchylił się na kartonie i spojrzał w niebo. Niebo było  usłane gwiazdami. Musiał być przypływ, poza tym słyszał szum fal. Gwiazdy przypomniały mu okres jak uczył się jeszcze w szkole. Pamięta dokładnie jak zatrzymywał się w planetarium, chociaż na parę chwil, w drodze do szkoły. Przeczesał włosy i westchnął. Pamiętał też tamten dzień, dzień w którym Dorota odrzuciła jego miłość. Rzecz działa się w starej stodole w małej mieścinie pod Warszawą. Totalne odludzie można pomyśleć. Piorun obkleił wnętrze stodoły zdjęciami konstelacji gwiezdnych, a jedna z gwiazd miała zieloną poświatę. Dorota uwielbiała szmaragdy. Często nosiła z nimi kolczyki, które idealnie dopasowywały się do koloru jej oczu. To był dobry pomysł na zaręczyny... Szkoda tylko, że Dorota nie pasjonowała się ani fotografią ani astronomią. A wydawała się to być miłość do końca jej śmierci. Aya zatoczyła koło głową, bardzo powoli. W głowie już analizowała jak można usunąć osłonkę Pioruna. Wydawał jej się nieszkodliwy, jednak wiedziała, że jeśli podejdzie do ataku on momentalnie skoncentruje się na walce. Poza tym wiedział za dużo. Wiedział jak zabić poszczególne stworzenia, wspomniał o mentorstwie. Spojrzała w stronę jego szyi. Jabłko Adama powoli poruszało się wraz z każdym przełknięciem śliny. Wpatrywała się w nie jak zahipnotyzowana. Przypomniała sobie własną kotkę, ona też zawsze wpatrywała się w męskie szyje, a gdy ci zasypiali delikatnie przygryzała poruszające się jabłko Adama. Wtedy budzili się z krzykiem i kończyło się na wielkiej gonitwie za kotem. Znowu ta słodka woń. Zamknęła oczy, a jej nozdrza pieścił bukiet zapachów. Cytrusowe perfumy mieszały się z tą soczyście słodką wonią i świeżością świerków. Delikatna lądowa bryza chłodziła umysł. Tego potrzebowała, bo czuła że pragnienie staje się coraz silniejsze.
- „Jak długo żyję...” to znaczy ile jest to długo? I co z ze mną? Jak można mnie zabić?  - wydukała a Piorun spojrzał na nią rozmarzonymi oczami.  Wtedy przedstawił się jej jako Michael Angelo, a Dorota uwierzyła w to imię i w jego zdolności artystyczne. Jaka ona była naiwna, prawie tak samo jak ta siedząca przed nim. Jak ta ciemnowłosa, przestraszona dziewczyna z ogromnymi oczami utkwionymi w jego oczach. Czuł jej strach i to powodowało, że serce biło mu mocniej, a krew szumiała w głowie. Jednak było w niej coś, co go niepokoiło. I bynajmniej nie było to tylko imię Ayi.
- Zapomniałem o tym przeklętym psie. – warknął pod nosem – Jesteś jak, jak reszta. Goją ci się rany, im cięższe tym wolniej. Jesteś bardziej odporna na te kołki i takie tam, ale z kolei łatwo cię spalić. Powinnaś unikać ognia.
- Dlatego siedzę i ucinam sobie pogawędkę z Wojownikiem Ognia?
- Właśnie tak.
- To ile ty masz tych lat?
- 285. Coś koło tego.  – Aya potrząsnęła głową z niedowierzaniem. – Wyglądam na jakieś 25, prawda? Tak to już działa. Między moim wyglądem a prawdziwym wiekiem jest ok. 260 lat różnicy. Z tobą jest podobnie. Będziemy starzeli się w podobny sposób, tylko ty mnie przeżyjesz raczej. Kiedy nastąpiła przemiana?
- Nie pamiętam dokładnie – przyznała. – Dlaczego właściwie nie puścisz mnie wolno?
- Czy ja to kiedyś powiedziałem? – zapytał zdziwiony. Aya już miała odpowiedzieć, ale nie zdołała wykrztusić z siebie słowa. Zamarła z delikatnie rozchylonymi wargami. Miała piękne, pełne usta podkreślone błyszczykiem. Aya lubiła delikatny makijaż, uważała że tylko on dodaje kobiecie subtelności i naturalności. Nigdy nie malowała mocno oczu ani nie podkreślała ust szminkami. Uważała to za zbyteczne dodatki, odwracające uwagę od intelektu. Jakkolwiek to wyniośle i oklepanie brzmi, ale dla Ayi prawdziwą wartość miało tylko wnętrze człowieka. Czasem nawet bardzo dosłownie.
- Nie, w sumie nie. To ja już pójdę – pośpiesznie wstała, obciągając do dołu czerwoną sukienkę. Piorun obserwował każdy jej ruch. Śledził delikatne, małe dłonie przesuwające się po wąskiej talii. Tak, podobała mu się. Im dłużej się przyglądał tym bardziej pociągała go jej kruchość, świadomość, że jednym ruchem mógłby ją powalić na ziemię. Jednocześnie oczami wyobraźni widział każdy zarys jej mięśni. Wiedział, że pod powłoką skóry znajduje się niemała siła. Nie minęła chwila jak ogarnęła ją fala bliżej nieokreślonego strachu. Nerwowo odwróciła się, ale za nią nie znajdowało się nic prócz ciemności. To nie ciemność ją przerażała. Obróciła się znowu w stronę Pioruna. Siedział ze skrzyżowanymi nogami i uśmiechał się, a jego oczy świdrowały ją na wylot. Czuła to. Czuła jak jego spojrzenie wchodzi w głąb jej umysłu. Z każdą chwilą narastającego napięcia czuła większy niepokój. Im dłużej Piorun siedział nieruchomo tym bardziej pociła się. Kropla po kropli spływała z jej czoła. Oczy nerwowo rozglądały się, a umysł zaczynał wytwarzać obrazy na miarę halucynacji. Zacisnęła drobne piąstki, jednak nie mogła ich długo ściskać. Przeszkadzał jej pot. Bardzo nie lubiła tego uczucia. Nienawidziła wręcz, gdy strach odbierał jej mowę, blokował ruchy i wytwarzał ten śmierdzący pot. Próbowała się skupić, ale jej myśli ciągle błądziły. Czując jak miękną jej nogi wsparła się o najbliższy śmietnik. Wiedziała, że to on.
- Powinnaś lepiej kontrolować swoje emocje – Piorun uśmiechnął się szerzej. Wstał z kartonów i powolnym krokiem podszedł do Ayi. Chwycił jej żuchwę i bardzo powoli powiedział – Nie przeżyjesz.- Po chwili puścił zesztywniałą Ayę i złapał biegnącego owczarka niemieckiego za obrożę. – Idziemy do Sarah. – przykucnął i pogłaskał psa za uszami.- Powodzenia – rzucił na odchodne. Aya przez jakiś czas patrzyła na ginącą w mroku sylwetkę. Ruch miał wesoły.  Szedł pogodnie, wdzięcznie unosząc stopy. Zanim całkowicie utonął w czerni nocy Aya widziała jak schylał się do ziemi a następnie rzucił coś w przestrzeń, owczarek jak błyskawica ruszył do przodu.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Część 1 "Zaskoczenie"


- Dziś jest dobry dzień, by umrzeć. – szepnęła, a chłodne powietrze pieściło małżowiny uszne. To niewiarygodne jak bardzo była spragniona tej krwi. Ta słodka woń, mieszająca się z zapachem nadmorskich świerków. Dawno nie piła czegoś tak delikatnego, czegoś co tak powoli skapywało na jej język. Aya delikatnie chwyciła rękoma głowę ofiary. Blond włosy były bardzo przyjemne w dotyku, takie cieniutkie, a jak jedwabiste. Niewiele krótsze od jej własnych – kruczoczarnych. Aya popatrzyła na dwie kropki na karku ofiary. Dłuższą chwilę podziwiała delikatnie spływającą krew. Lubiła to. Czasem zdarzało się, że czerwona ciecz przybierała finezyjne kształty, to utknęła na chwilę w dołeczku, to łukiem omijała pieprzyk, to płynęła prosto – wzdłuż szyi i linii prostych pleców. Tu nie było inaczej, krew powoli spływała po dobrze zbudowanych plecach, dzieląc je na dwie symetryczne części. Ciało z reguły powoli sztywniało. Proces był długotrwały, ale Ayi to nie przeszkadzało. Zawsze wybierała miejsca odludne, tak by móc być z ofiarą sam na sam. Dzięki temu mogła się delektować chwilą, tak wspaniałą rozkoszą.  Rozejrzała się uważnie po ślepym zaułku. Jakiś kot przebiegając trącił tekturowe pudełka. Westchnęła i raz jeszcze odgarnęła włosy ofiary. Ślad po wkłuciach jednak zniknął. Aya nerwowo odwróciła głowę ofiary. Szerokootwarte niebieskie oczy patrzyły przenikliwie, a grymas bólu zmienił się w oszczerczy uśmiech.
- Często to mówisz? – zapytała ofiara, powoli rozmasowując sobie  kark. Przestraszona odskoczyła w głąb ślepego zaułka. Ofiara nigdy nie zadawała pytań. Aya po prostu wbijała przydługie kły i spijała sączącą sie pod skórą krew. Piła tak, jak wskazywał puls ofiary. Teraz robiła to samo... Aya szybko analizowała co poszło nie tak, jednocześnie nieufnie cofała się, bardzo ostrożnie przesuwając nogi. Potencjalna ofiara powoli wstała z ziemi. Chłopak stracił na chwilę równowagę, ale szybko ją odzyskał. Był dobrze zbudowanym mężczyzną, nieco niechlujnym. Aya wyprostowała się i delikatnie wyłoniła z cienia, wciąż trzymając się na dystans.
- Czym jesteś? – zapytała, próbując powstrzymać drżący głos. Zawsze, ale to zawsze gdy coś ją zaskoczyło ton jej głosu diametralnie się zmieniał.  Z maksymalnie opanowanego, nadzwyczaj spokojnego,  wręcz powodującego wrażenie niepokoju w drżący, wysoki, irytująco wwiercający się w ucho. Nie znosiła tego, ale była to jej pozostałość po poprzednim życiu. Po życiu sprzed przemiany.
- Czymś na wzór człowieka – odpowiedział spokojnie. Aya cofnęła się o  krok. Była raczej nieufna, szczególnie teraz, gdy do Green Village napłynęło więcej dziwnych stworzeń, których ras nawet nie znała.  Nie miała mentora, nie wiedziała gdzie go szukać, przez co jej wiedza była ograniczona jedynie do tego, co zdołała zaobserwować. Ponadto wolała trzymać się z daleka od skupiska wampirów. Nie do końca wiedziała czym jest i w jaki sposób mogą zareagować na nią inni.
- Czyli? – zapytała znowu, próbując panować nad głosem.  Chłopak otrzepał spodnie, poprawił koszulkę z napisem „Tomorrow never dies” i powoli ruszył w jej kierunku. Aya odskoczyła. Irytował ją. Nie chciała bawić się w kotka i myszkę, szczególnie ze świadomością, że to właśnie ona mogłaby być „myszką”.
-Gwiazdą rocka. – Teraz już była pewna, że gdyby tylko miała dokąd uciec zrobiłaby to, zamiast prowadzić tę głupią dyskusję. Nie wiedziała niestety kim jest ów chłopak i co potrafi. Ona, sama w sobie potrafiła niewiele – nie potrafiła chodzić po ścianach i skakać wysoko w powietrze. Jej jedyną umiejętnością było picie krwi i szybkość. Chociaż, gdy chodziło o  istoty z nierzeczywistego świata zostawało jej jedynie spijanie krwi.
- Mhm... – mruknęła, a chłopak pojawił się tuż przed nią. Był ponad głowę wyższy, a gdy delikatnie się nad nią pochylał sprawiał wrażenie jeszcze bardziej rozbudowanego. Aya nie potrafiła ocenić jego zapachu ani wieku. Woń słodkiej krwi mieszała się  z cytrusowym zapachem perfum. Dłonie wydawały się być szorstkie i stare, jednak twarz była nieskazitelnie gładka. Gdy tak pochylał się nad nią niepokój Ayi odpływał. Wciąż do głowy napływały jej negatywne myśli, jednak  równie szybko rozpływały się. Aya wiedziała, że to co dzieje się teraz z jej umysłem działa tylko na jej niekorzyść. Przeciwnik miał przewagę nie tylko w posturze, ale też w zdolnościach. Wiedziała, ze potrafi panować nad jej nastrojem. Nie podobało jej sie to już chwilę po tym, jak niepokój odpływał coraz bardziej wraz z każdym jego krokiem ku niej. Musiała się skupić, i to bardzo. Delikatnie odwróciła głowę w bok.
- Piorun.
- Co? – zapytała zaskoczona, a chłopak w tym czasie zdjął swoje dłonie z jej ramion.
- Tak mam na imię. Piorun. Jestem ze wschodniej Europy. Wiek chyba nie ma znaczenia w tych kręgach, nie sądzisz? – delikatnie cofnął się. Wiedział, że Aya się go boi, wiedział, że ma ogromną przewagę, więc może pozwolić sobie na oddalenie się i wdanie w dłuższą rozmowę.
- Mhm, tak tak.
- A ty?
- Co ja?
- Imię wampirzyco?
- Aya. Aya Ueto. Nie jestem wampirem, znaczy nie do końca.
- Ale będziesz.
- Nie wiem – Aya spuściła głowę. Naprawdę nie wiedziała, kiedy będzie wampirzycą w pełni i czy to w ogóle kiedykolwiek nastąpi. Nie urodziła się martwa, po prostu taka się stała. Nie pamięta nawet tego momentu dokładnie. – Według wierzeń mojego dziadka ciężko powiedzieć czym jestem. – powiedziała zgodnie z prawdą. Dziadek często opowiadał jej o wampirach i ich odmianach. Pół życia spędził na ich poszukiwaniu i badaniu starych ksiąg o dziwnych nazwach i oprawach. Miał masę notatek o nich, schowanych w starym rozpadającym się kredensie. Kiedyś w tym samym kredensie babcia trzymała porcelanę, taką na specjalne okazje, ale potem się rozwiedli i babcia zabrała ją ze sobą do Seulu.  
- Skąd jesteś?
- Korea. – Chłopak wzruszył ramionami. Strzepnął kurz z najbliższego pudełka po szklanych butelkach i usiadł na nim, krzyżując nogi. Potem wyprostował się i wyciągnął ręce wysoko w górę. Przekrzywił głowę i delikatnie mrużąc oczy odezwał się.
- Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. Z reguły nie atakuję dziewczyn. Poza tym na samo wspomnienie twojej przerażonej miny sumienie nie pozwala mi na bycie złym na ciebie.
- Słucham?
- Próbowałaś mnie zabić.
- Polowałam – szepnęła Aya i znów próbowała cofnąć się o krok. Pierwszy raz od dłuższego czasu wdała się z kimś w dyskusję. W dodatku z kimś, z kogo chwilę wcześniej planowała wypić krew.
- Marna jesteś. – chłopak wstał, znów otrzepał ubranie i wyprostował się. Chwilę później zaczął nerwowo przeczesywać włosy i rozglądać się w koło. – Nie było tu ze mną takiego małego psa? – Aya rozejrzała się zdezorientowana. Chłopak wydawał jej się naprawdę dziwny. Mówił co mu ślina na język przyniosła, ale przede wszystkim długo milczał, a jednak przyjmował taką pozycję, że nie mogła po prostu uciec. Paradoks.  – Znów go zgubiłem. – Piorun zaczął klepać się po czole. Rękaw prawej ręki delikatnie mu opadł ukazując tatuaż. Była to litera P zaplątana w koło. Koło, które kończyło się pogrubioną strzałką.
- Kim jesteś?  - zapytała nieco pewniej. 


 P.S. Witam wszystkich czytelników, mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej. Mam też nadzieję, że nie zniechęcają Was błędy interpunkcyjne i pozornie wampiryczny temat. Pozdrawiam gorąco!
Maktake