Bardzo chciałabym podziękować za komentarze pod poprzednią notką i zaprosić Was serdecznie do nowego czytania ;)
- Kim jesteś? -
zapytała nieco pewniej.
- O... – wyrwało mu się. Jeszcze raz rozejrzał się. –
Muszę znaleźć tego psa. Kim jestem? – powtórzył pytanie nerwowo spoglądając to
na zegarek to w około. Zaczął pogwizdywać. – Lubi jak gwiżdżę, mam nadzieję, ze
wróci. Inaczej Sarah mnie zabije. Sarah to moja przyjaciółka, bardziej jak
młodsza siostra. Zresztą ma 12 lat i przybłąkała się pewnej zimy wprost pod
moje drzwi.
- Kim jesteś? – Aya przyjęła postawę bojową. Zniżyła głos
i wyprostowała plecy. Wiedziała, że ma marne szanse, ale nie chciała mieć z tym
dziwakiem nic wspólnego.
- Nie lubię agresji.
- Nie lubię się
powtarzać.
- A jednak to robisz –
odezwał się. Jego oczy zwęziły się nieco a on sam podszedł bliżej.
- Czemu mi nie odpowiesz? – Aya postanowiła grać na zwłokę
i zbliżyła się doń. Jeśli wyczuje odpowiedni moment, jeśli uda jej się go
zdezorientować wtedy ucieknie. Nie, nie będzie próbowała ataku. To byłoby zbyt
ryzykowne.
- Bo nie sądzę, żeby to było istotne. – Ton jego głosu też
się zmienił. Nie był już pogodny jak na początku rozmowy a przesiąknięty
powagą. Chwycił Ayę za rękę – Wiesz, że mogę ją zgnieść? Jesteś marna, w
dodatku słaba fizycznie. – Miał rację. Jego
uścisk był silny, a wiedziała, że nie jest to nawet połowa jego mocy.
- Czemu mnie nie zabijesz?
- Mówiłem już, nie tykam
z reguły kobiet.
- Z reguły. – chłopak
znów się uśmiechnął.
- Jeśli ci powiem, będziesz chciała mnie za
mentora.
- Co?
- Tak, jestem wojownikiem.
- Dlaczego miałabym cię prosić o przewodnictwo? –
zapytała. Myślała, że mentorem może zostać jedynie osobnik tej samej rasy.
Nie, ona była tego pewna.
- Wojownicy są głównymi mentorami każdego stworzenia. Nie
wiedziałaś? – zapytał z przekąsem, puszczając jej rękę.
- Nie rozumiem. – Chłopak spojrzał na nią z
niedowierzaniem.
- Ty naprawdę nic nie wiesz? Jak tyś się uchowała w Green
Village?
- Trafiłam tu przypadkiem. Powiedzieli, że tu jest
największy odsetek stworzeń.
- Tak jest, jednocześnie największa przestępczość. Dlatego
trzymamy ludzi z daleka od tego miasta.
- Zauważyłam.
- Podczas polowań? – Aya podniosła głowę i zmrużyła oczy.
Nie lubiła gdy ktoś jej to wypominał. Nie chciała pić krwi, ale pragnienie
zawsze jest większe. Ponadto jakkolwiek by się nie starała nie jest w stanie
wyżywić swojego organizmu krwią zwierząt, szczególnie nie gdy żyje w pojedynkę.
Im dłużej o tym myślała, tym bardziej w jej umyśle moralność zwalczana była
chęcią przeżycia. Poza Green Village łatwiej było przeżyć bez ludzkiej krwi.
Tam nie było tylu stworzeń, które atakowało w zamian za mięso, więc mogła
słabnąć. Szczególnie, że mięso innego stworzenia było delikatniejsze i łatwiej
odchodziło od kości. Natomiast samo Green Village roiło się od różnych ras,
bardziej czy mniej okiełzanych przez cywilizację. Jednak miasto było swoistego
rodzaju azylem, każdy mógł żyć tu anonimowo i nie wyróżniać się zbytnio z
tłumu. Zadbali o to wiele lat temu wojownicy, którzy najbardziej podobni
ludziom postanowili rozgraniczyć świat fantastyczny od rzeczywistego. Aya
lubiła rozdzielać te dwa światy. Świat rzeczywisty to jej świat w Seulu, dom
rodzinny, świat fantastyczny to jej wymyślone studia w Australii – inaczej
mówiąc Aya musiała mieć wyjątkową wymówkę, by móc rzadko wracać do domu. Nie
chciała by napad głodu spowodował śmierć któregoś z członków rodziny. Ponadto
jedyna osoba, której ufała na tyle, że mogłaby powiedzieć o swojej nowej
przypadłości, nie żyła. Dziadek zmarł półtora roku przed jej przemianą.
- Nic ci do tego.
- Jestem Wojownikiem Ognia. Zresztą zdążyłaś zobaczyć
tatuaż, więc myślę, że się domyśliłaś. – powiedział, jednak patrząc na jej minę zrozumiał, że Aya nie wie nic o
świecie w którym przyszło jej żyć. – Zawiało banałem, nie?
- Tak trochę. Wojownik Ognia. Ha ha – uśmiechnęła się.
Starała się rozluźnić atmosferę, jednak nie do końca jej to wychodziło. Aya
nie znała swoich prawdziwych odczuć, za bardzo wpływał na nią Piorun. Moc jaką
dysponował była w jej odczuciu potężna. Potrafił zapanować nad emocjami, to tak
jakby potrafił zapanować nad chęcią jej ucieczki z zaułka.
- Mhm... – pokiwał głową i znów zaczął rozglądać się za
psem. Powoli schylał się do rozrzuconych pudeł jednocześnie jednak obserwując
ruchy Ayi. Bawiła go. Była naprawdę pocieszną młodą dziewczyną, bardzo
zdezorientowaną w nowej sytuacji. Cieszyła go jej niepewność, to że nieufnie
śledziła każdy jego krok przystępując jedynie z nogi na nogę. Jej zmrużone
rozbiegane oczy powodowały, że mimowolnie uśmiechał się przy każdym skłonie. Nagle
energicznie wyprostował się i krzyknął, uderzając dłonią o dłoń – Wampmorf!
- Wamp... co? – odruchowo krzyknęła.
- Nawet nie wiesz czym jesteś? – Dziewczyna popatrzyła na
niego z jeszcze większą dozą zdziwienia.
– Wampmorf to połączenie wampira z morfiną.
- Skąd się wzięło takie dziwne połączenie? – chłopak
podsunął dwa kartonowe pudła.
- Usiądź – delikatnie nacisnął na jej drobne ramiona. Aya
posłusznie osunęła się na tekturę. Znów była w pozycji, która jej wcale nie
odpowiadała. On dalej stał nad nią, jeszcze bardziej pochylony, tworząc pewnego
rodzaju kokon. Teraz wyraźnie widziała zarys mięśni brzucha odznaczający się na
dopasowanej koszulce. – Drżysz – szepnął jej do ucha, a ona skamieniała. Piorun
uśmiechnął się jeszcze szerzej i puścił ramiona dziewczyny. Chwilę później
zaśmiał się, opadając na pobliski karton. Chwilę łapał oddech i dopiero
kontynuował. – Wampir żywi się krwią, prawda? – Aya przytaknęła głową, nadal
czuła się zawstydzona. Pierwszy raz ktoś był na tyle zuchwały, żeby tak się z
nią spouchwalać. Gdyby on był człowiekiem. Gdyby tylko był człowiekiem... Aya
już widziała jak głowa blondyna opada bezwładnie na ramiona, jak ciemna krew
spływa po jego ciele, a on zbroczony nią prosi o litość, prosi o śmierć. Na
samą myśl o tym uśmiechnęła się do siebie. Nawet jeśli była zbyt słaba
fizycznie by zaatakować to i tak nie odbierało jej to radości bujania w
obłokach. – Odpowiedź jest prosta
morfina działa przeciwbólowo na człowieka, krew działa przeciwbólowo na
wampira. Ty jesteś wampmorfem, bo jesteś po przemianie. Tylko coś poszło
podczas niej nie tak i efekcie zostałaś na pograniczu wampira i człowieka.
- Co to oznacza? – Aya przekrzywiła głowę. Za Piorunem
zarysowywał się obraz wzburzonego morza. W tej chwili cieszyła się z
wyostrzonego wzroku. Po zmroku widziała i czuła więcej. Fale dzisiejszej nocy
były niespotykanie duże, jak podczas przypływu. Aya zatęskniła za nocami
spędzanymi z dziadkiem. Uwielbiała wychodzić z nim do pobliskiego parku i
patrzeć przez lunetę. Raz nawet udało im się zobaczyć spadającą gwiazdę. Wtedy
zażyczyła sobie długiego życia... Życzenia mają za to tendencję do spełniania
się na opak lub samoczynnej hiperbolizacji. Hiperbolizacja jest ładnym słowem. Życzenie
Ayi w końcu się spełniło, chociaż nie do końca miała ona to na myśli.
- To oznacza, ze starzejesz się, ale nieco wolniej.
Potrzebujesz krwi, nieco więcej niż przeciętny wampir, ale mniej niż nowonarodzony.
No i przede wszystkim jesteś...
- Śmiertelna?
- Śmiertelna. Znaczy zasadniczo wszystko da się zabić –
Piorun pomasował czoło i dwoma kciukami zaczął rozciągać delikatne zmarszczki
wokół oczu. – Wampiry kołkami, czosnkiem. Dobra przesadziłem z tym czosnkiem
może nie, ale jeśli wbijesz kołek w serce lub użyjesz metalu do tego i
podpalisz go, to teoretycznie wampir zginie. Wilkołakom należy zadać tylko
potężny cios, taki, który raczej się nie wygoi. Czarodziejom i wojownikom
przebić osłonkę. Taką wiesz magiczną – Piorun narysował palcem w powietrzu
niewyraźny kształt zgarbionego człowieka. – Elfy i skrzaty są raczej
nieszkodliwe i w sumie jak długo żyję widziałem tylko jedną elficzkę. Całkiem
zgrabną. Jak sobie przypomnę jej chustę przewiązaną przez biodra – Piorun
odchylił się na kartonie i spojrzał w niebo. Niebo było usłane gwiazdami. Musiał być przypływ, poza
tym słyszał szum fal. Gwiazdy przypomniały mu okres jak uczył się jeszcze w
szkole. Pamięta dokładnie jak zatrzymywał się w planetarium, chociaż na parę
chwil, w drodze do szkoły. Przeczesał włosy i westchnął. Pamiętał też tamten dzień,
dzień w którym Dorota odrzuciła jego miłość. Rzecz działa się w starej stodole
w małej mieścinie pod Warszawą. Totalne odludzie można pomyśleć. Piorun obkleił
wnętrze stodoły zdjęciami konstelacji gwiezdnych, a jedna z gwiazd miała zieloną
poświatę. Dorota uwielbiała szmaragdy. Często nosiła z nimi kolczyki, które
idealnie dopasowywały się do koloru jej oczu. To był dobry pomysł na
zaręczyny... Szkoda tylko, że Dorota nie pasjonowała się ani fotografią ani
astronomią. A wydawała się to być miłość do końca jej śmierci. Aya zatoczyła
koło głową, bardzo powoli. W głowie już analizowała jak można usunąć osłonkę
Pioruna. Wydawał jej się nieszkodliwy, jednak wiedziała, że jeśli podejdzie do
ataku on momentalnie skoncentruje się na walce. Poza tym wiedział za dużo.
Wiedział jak zabić poszczególne stworzenia, wspomniał o mentorstwie. Spojrzała
w stronę jego szyi. Jabłko Adama powoli poruszało się wraz z każdym
przełknięciem śliny. Wpatrywała się w nie jak zahipnotyzowana. Przypomniała
sobie własną kotkę, ona też zawsze wpatrywała się w męskie szyje, a gdy ci
zasypiali delikatnie przygryzała poruszające się jabłko Adama. Wtedy budzili
się z krzykiem i kończyło się na wielkiej gonitwie za kotem. Znowu ta słodka
woń. Zamknęła oczy, a jej nozdrza pieścił bukiet zapachów. Cytrusowe perfumy
mieszały się z tą soczyście słodką wonią i świeżością świerków. Delikatna
lądowa bryza chłodziła umysł. Tego potrzebowała, bo czuła że pragnienie staje
się coraz silniejsze.
- „Jak długo żyję...” to znaczy ile jest to długo? I co z
ze mną? Jak można mnie zabić? - wydukała
a Piorun spojrzał na nią rozmarzonymi oczami. Wtedy przedstawił się jej jako Michael Angelo,
a Dorota uwierzyła w to imię i w jego zdolności artystyczne. Jaka ona była
naiwna, prawie tak samo jak ta siedząca przed nim. Jak ta ciemnowłosa,
przestraszona dziewczyna z ogromnymi oczami utkwionymi w jego oczach. Czuł jej
strach i to powodowało, że serce biło mu mocniej, a krew szumiała w głowie. Jednak
było w niej coś, co go niepokoiło. I bynajmniej nie było to tylko imię Ayi.
- Zapomniałem o tym przeklętym psie. – warknął pod nosem –
Jesteś jak, jak reszta. Goją ci się rany, im cięższe tym wolniej. Jesteś
bardziej odporna na te kołki i takie tam, ale z kolei łatwo cię spalić. Powinnaś
unikać ognia.
- Dlatego siedzę i ucinam
sobie pogawędkę z Wojownikiem Ognia?
- Właśnie tak.
- To ile ty masz tych lat?
- 285. Coś koło tego. – Aya potrząsnęła głową z niedowierzaniem. –
Wyglądam na jakieś 25, prawda? Tak to już działa. Między moim wyglądem a
prawdziwym wiekiem jest ok. 260 lat różnicy. Z tobą jest podobnie. Będziemy
starzeli się w podobny sposób, tylko ty mnie przeżyjesz raczej. Kiedy nastąpiła
przemiana?
- Nie pamiętam dokładnie – przyznała. – Dlaczego właściwie
nie puścisz mnie wolno?
- Czy ja to kiedyś powiedziałem? – zapytał zdziwiony. Aya
już miała odpowiedzieć, ale nie zdołała wykrztusić z siebie słowa. Zamarła z
delikatnie rozchylonymi wargami. Miała piękne, pełne usta podkreślone błyszczykiem.
Aya lubiła delikatny makijaż, uważała że tylko on dodaje kobiecie subtelności i
naturalności. Nigdy nie malowała mocno oczu ani nie podkreślała ust szminkami.
Uważała to za zbyteczne dodatki, odwracające uwagę od intelektu. Jakkolwiek to
wyniośle i oklepanie brzmi, ale dla Ayi prawdziwą wartość miało tylko wnętrze
człowieka. Czasem nawet bardzo dosłownie.
- Nie, w sumie nie. To ja już pójdę – pośpiesznie wstała,
obciągając do dołu czerwoną sukienkę. Piorun obserwował każdy jej ruch. Śledził
delikatne, małe dłonie przesuwające się po wąskiej talii. Tak, podobała mu się.
Im dłużej się przyglądał tym bardziej pociągała go jej kruchość, świadomość, że
jednym ruchem mógłby ją powalić na ziemię. Jednocześnie oczami wyobraźni
widział każdy zarys jej mięśni. Wiedział, że pod powłoką skóry znajduje się niemała siła. Nie minęła chwila jak ogarnęła ją fala bliżej nieokreślonego strachu.
Nerwowo odwróciła się, ale za nią nie znajdowało się nic prócz ciemności. To
nie ciemność ją przerażała. Obróciła się znowu w stronę Pioruna. Siedział ze
skrzyżowanymi nogami i uśmiechał się, a jego oczy świdrowały ją na wylot. Czuła
to. Czuła jak jego spojrzenie wchodzi w głąb jej umysłu. Z każdą chwilą
narastającego napięcia czuła większy niepokój. Im dłużej Piorun siedział
nieruchomo tym bardziej pociła się. Kropla po kropli spływała z jej czoła. Oczy
nerwowo rozglądały się, a umysł zaczynał wytwarzać obrazy na miarę halucynacji.
Zacisnęła drobne piąstki, jednak nie mogła ich długo ściskać. Przeszkadzał jej
pot. Bardzo nie lubiła tego uczucia. Nienawidziła wręcz, gdy strach odbierał
jej mowę, blokował ruchy i wytwarzał ten śmierdzący pot. Próbowała się skupić,
ale jej myśli ciągle błądziły. Czując jak miękną jej nogi wsparła się o
najbliższy śmietnik. Wiedziała, że to on.
- Powinnaś lepiej kontrolować swoje emocje – Piorun
uśmiechnął się szerzej. Wstał z kartonów i powolnym krokiem podszedł do Ayi.
Chwycił jej żuchwę i bardzo powoli powiedział – Nie przeżyjesz.- Po chwili
puścił zesztywniałą Ayę i złapał biegnącego owczarka niemieckiego za obrożę. –
Idziemy do Sarah. – przykucnął i pogłaskał psa za uszami.- Powodzenia – rzucił
na odchodne. Aya przez jakiś czas patrzyła na ginącą w mroku sylwetkę. Ruch
miał wesoły. Szedł pogodnie, wdzięcznie
unosząc stopy. Zanim całkowicie utonął w czerni nocy Aya widziała jak schylał
się do ziemi a następnie rzucił coś w przestrzeń, owczarek jak błyskawica
ruszył do przodu.