- Dziś jest dobry dzień, by umrzeć. – szepnęła, a chłodne
powietrze pieściło małżowiny uszne. To niewiarygodne jak bardzo była spragniona
tej krwi. Ta słodka woń, mieszająca się z zapachem nadmorskich świerków. Dawno
nie piła czegoś tak delikatnego, czegoś co tak powoli skapywało na jej język.
Aya delikatnie chwyciła rękoma głowę ofiary. Blond włosy były bardzo przyjemne
w dotyku, takie cieniutkie, a jak jedwabiste. Niewiele krótsze od jej własnych
– kruczoczarnych. Aya popatrzyła na dwie kropki na karku ofiary. Dłuższą chwilę
podziwiała delikatnie spływającą krew. Lubiła to. Czasem zdarzało się, że
czerwona ciecz przybierała finezyjne kształty, to utknęła na chwilę w dołeczku,
to łukiem omijała pieprzyk, to płynęła prosto – wzdłuż szyi i linii prostych
pleców. Tu nie było inaczej, krew powoli spływała po dobrze zbudowanych
plecach, dzieląc je na dwie symetryczne części. Ciało z reguły powoli
sztywniało. Proces był długotrwały, ale Ayi to nie przeszkadzało. Zawsze
wybierała miejsca odludne, tak by móc być z ofiarą sam na sam. Dzięki temu
mogła się delektować chwilą, tak wspaniałą rozkoszą. Rozejrzała się uważnie po ślepym zaułku. Jakiś
kot przebiegając trącił tekturowe pudełka. Westchnęła i raz jeszcze odgarnęła włosy
ofiary. Ślad po wkłuciach jednak zniknął. Aya nerwowo odwróciła głowę ofiary. Szerokootwarte
niebieskie oczy patrzyły przenikliwie, a grymas bólu zmienił się w oszczerczy
uśmiech.
- Często to mówisz? – zapytała ofiara, powoli rozmasowując
sobie kark. Przestraszona odskoczyła w
głąb ślepego zaułka. Ofiara nigdy nie zadawała pytań. Aya po prostu wbijała
przydługie kły i spijała sączącą sie pod skórą krew. Piła tak, jak wskazywał
puls ofiary. Teraz robiła to samo... Aya szybko analizowała co poszło nie tak,
jednocześnie nieufnie cofała się, bardzo ostrożnie przesuwając nogi.
Potencjalna ofiara powoli wstała z ziemi. Chłopak stracił na chwilę równowagę,
ale szybko ją odzyskał. Był dobrze zbudowanym mężczyzną, nieco niechlujnym. Aya
wyprostowała się i delikatnie wyłoniła z cienia, wciąż trzymając się na
dystans.
- Czym jesteś? – zapytała, próbując powstrzymać drżący
głos. Zawsze, ale to zawsze gdy coś ją zaskoczyło ton jej głosu diametralnie
się zmieniał. Z maksymalnie opanowanego,
nadzwyczaj spokojnego, wręcz
powodującego wrażenie niepokoju w drżący, wysoki, irytująco wwiercający się w
ucho. Nie znosiła tego, ale była to jej pozostałość po poprzednim życiu. Po
życiu sprzed przemiany.
- Czymś na wzór człowieka – odpowiedział spokojnie. Aya
cofnęła się o krok. Była raczej nieufna,
szczególnie teraz, gdy do Green Village napłynęło więcej dziwnych stworzeń,
których ras nawet nie znała. Nie miała
mentora, nie wiedziała gdzie go szukać, przez co jej wiedza była ograniczona
jedynie do tego, co zdołała zaobserwować. Ponadto wolała trzymać się z daleka
od skupiska wampirów. Nie do końca wiedziała czym jest i w jaki sposób mogą
zareagować na nią inni.
- Czyli? – zapytała znowu, próbując panować nad
głosem. Chłopak otrzepał spodnie,
poprawił koszulkę z napisem „Tomorrow never dies” i powoli ruszył w jej
kierunku. Aya odskoczyła. Irytował ją. Nie chciała bawić się w kotka i myszkę,
szczególnie ze świadomością, że to właśnie ona mogłaby być „myszką”.
-Gwiazdą rocka. – Teraz już była pewna, że gdyby tylko
miała dokąd uciec zrobiłaby to, zamiast prowadzić tę głupią dyskusję. Nie
wiedziała niestety kim jest ów chłopak i co potrafi. Ona, sama w sobie
potrafiła niewiele – nie potrafiła chodzić po ścianach i skakać wysoko w
powietrze. Jej jedyną umiejętnością było picie krwi i szybkość. Chociaż, gdy
chodziło o istoty z nierzeczywistego
świata zostawało jej jedynie spijanie krwi.
- Mhm... – mruknęła, a chłopak pojawił się tuż przed nią.
Był ponad głowę wyższy, a gdy delikatnie się nad nią pochylał sprawiał wrażenie
jeszcze bardziej rozbudowanego. Aya nie potrafiła ocenić jego zapachu ani
wieku. Woń słodkiej krwi mieszała się z
cytrusowym zapachem perfum. Dłonie wydawały się być szorstkie i stare, jednak
twarz była nieskazitelnie gładka. Gdy tak pochylał się nad nią niepokój Ayi
odpływał. Wciąż do głowy napływały jej negatywne myśli, jednak równie szybko rozpływały się. Aya wiedziała,
że to co dzieje się teraz z jej umysłem działa tylko na jej niekorzyść.
Przeciwnik miał przewagę nie tylko w posturze, ale też w zdolnościach.
Wiedziała, ze potrafi panować nad jej nastrojem. Nie podobało jej sie to już
chwilę po tym, jak niepokój odpływał coraz bardziej wraz z każdym jego krokiem
ku niej. Musiała się skupić, i to bardzo. Delikatnie odwróciła głowę w bok.
- Piorun.
- Co? – zapytała zaskoczona, a chłopak w tym czasie zdjął
swoje dłonie z jej ramion.
- Tak mam na imię. Piorun. Jestem ze wschodniej Europy.
Wiek chyba nie ma znaczenia w tych kręgach, nie sądzisz? – delikatnie cofnął
się. Wiedział, że Aya się go boi, wiedział, że ma ogromną przewagę, więc może
pozwolić sobie na oddalenie się i wdanie w dłuższą rozmowę.
- Mhm, tak tak.
- A ty?
- Co ja?
- Imię wampirzyco?
- Aya. Aya Ueto. Nie
jestem wampirem, znaczy nie do końca.
- Ale będziesz.
- Nie wiem – Aya spuściła głowę. Naprawdę nie wiedziała,
kiedy będzie wampirzycą w pełni i czy to w ogóle kiedykolwiek nastąpi. Nie urodziła
się martwa, po prostu taka się stała. Nie pamięta nawet tego momentu dokładnie.
– Według wierzeń mojego dziadka ciężko powiedzieć czym jestem. – powiedziała
zgodnie z prawdą. Dziadek często opowiadał jej o wampirach i ich odmianach. Pół
życia spędził na ich poszukiwaniu i badaniu starych ksiąg o dziwnych nazwach i
oprawach. Miał masę notatek o nich, schowanych w starym rozpadającym się
kredensie. Kiedyś w tym samym kredensie babcia trzymała porcelanę, taką na
specjalne okazje, ale potem się rozwiedli i babcia zabrała ją ze sobą do Seulu.
- Skąd jesteś?
- Korea. – Chłopak wzruszył ramionami. Strzepnął kurz z
najbliższego pudełka po szklanych butelkach i usiadł na nim, krzyżując nogi. Potem
wyprostował się i wyciągnął ręce wysoko w górę. Przekrzywił głowę i delikatnie
mrużąc oczy odezwał się.
- Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. Z reguły nie atakuję
dziewczyn. Poza tym na samo wspomnienie twojej przerażonej miny sumienie nie
pozwala mi na bycie złym na ciebie.
- Słucham?
- Próbowałaś mnie zabić.
- Polowałam – szepnęła Aya i znów próbowała cofnąć się o
krok. Pierwszy raz od dłuższego czasu wdała się z kimś w dyskusję. W dodatku z
kimś, z kogo chwilę wcześniej planowała wypić krew.
- Marna jesteś. – chłopak wstał, znów otrzepał ubranie i
wyprostował się. Chwilę później zaczął nerwowo przeczesywać włosy i rozglądać
się w koło. – Nie było tu ze mną takiego małego psa? – Aya rozejrzała się
zdezorientowana. Chłopak wydawał jej się naprawdę dziwny. Mówił co mu ślina na
język przyniosła, ale przede wszystkim długo milczał, a jednak przyjmował taką
pozycję, że nie mogła po prostu uciec. Paradoks. –
Znów go zgubiłem. – Piorun zaczął klepać się po czole. Rękaw prawej ręki
delikatnie mu opadł ukazując tatuaż. Była to litera P zaplątana w koło. Koło,
które kończyło się pogrubioną strzałką.
- Kim jesteś? -
zapytała nieco pewniej.
P.S. Witam wszystkich czytelników, mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej. Mam też nadzieję, że nie zniechęcają Was błędy interpunkcyjne i pozornie wampiryczny temat. Pozdrawiam gorąco!
Maktake
och tak tak tak! coś o wampirach (ew. wampiro-podobnych). przeczytałam tylko fragment, i dzisiaj niestety nie dam rady dokończyć, ale dodaję do obserwowanych i do zakładek, wrócę jutro, przeczytam i napiszę jakiś treściwy komentarz!
OdpowiedzUsuńbtw w wolnej chwili zapraszam do siebie :)
nic nie szkodzi, witaj, fajnie, że jesteś :) obserwuj mój blog to będziemy na bierząco!
OdpowiedzUsuńhm w sumie nie wiem nic o Tobie ani o treści Twojego bloga... może na początek napiszesz coś o tym?
hmmm brzmi intrygująco.... czekam na dalszy ciąg w takim razie ;)
OdpowiedzUsuńKoreańskie nazwiska sa jednosylabowe, więc w teorii Ueto może być, aczkolwiek brzmi troszkę za bardzo "japońsko" jak na Koreę, natomiast imona w Korei są już dwusylabowe, więc Aya (co też brzmi za bardzo z japońskiego), przynajmniej samo, być nie może. Chociaż myślę, że prościej byłoby Ci zmienić narodowość bohaterki, niż jej imię i nazwisko... Pewnie obejrzałaś dużo więcej anime/dram japońskich, niż koreańskich, więc proponuję bazować na niejako "znanym" gruncie :). Takie błędy rzeczowe imho rażą o wiele bardziej niż interpunkcja.
OdpowiedzUsuńOpowiadanie zapowiada się na połączenie Pamiętników Wampirów ze Zmierzchem i nie wiem którego się bardziej boję (i nie wiem czy jest jakaś różnica, co pamiętniki to przecież zmierzch zmieszany z paroma innymi tworami), na razie kompletnie do mnie nie przemawia, jedyne czym mnie zainteresowałaś, to właśnie ten mash up z imionami - bo Piorun to przecież polskie słowo, a Polska w Europie wschodniej nie jest. Jeżeli oczywiście chłopak z Polski nie jest, to myślę, że konsekwentnie powinnaś się trzymać oryginalnej pisowni jego imienia, albo, gwoli konsekwencji, przetłumaczyć też imię głównej bohaterki :) na pewno jeszcze do Ciebie zajrzę, bo jestem ciekawa jak rozwiążesz te kwestię - czy może też to zignorujesz :)
pozdrawiam,
Kasia
ach, zapomniałam - przez brak entera po "-z Korei" wydaje się, że mówi to Piorun
OdpowiedzUsuńbrzmi ciekawie!:)) lubię czytać historię o wampirach:))
OdpowiedzUsuńczekam na dalszą część!:) dodaję się do obserwowanych żebyś miała większą motywację do pisania!:) i w wolnej chwili zapraszam do siebie:)
Imiona japońskie, motyw Zmierzchu...połączenie dwóch rzeczy, które lubię:)
OdpowiedzUsuńdobra, fajnie, że się nie obraziłaś, tylko mi po ludzku odpowiedziałaś :) pozdrawiam Cię serdecznie i chętnie poczytam dalej, zainteresowałaś mnie - chcę się dowiedzieć jak to się wszystko wyjaśni ;). Zwracam honor, bo te imiona wzięłam za brak znajomości tematu/zwykła pomyłkę, a okazuje się, że to ja byłam w błędzie :)
OdpowiedzUsuńCo do odpowiedzi na blogu - najlepiej by było, jakbyś odpowiadała mi u siebie, aktualnie nie korzystam z ani jednego z tych moich dwóch, przez co nie za często na nie wchodzę :)
Pisząc w internecie trzeba być nastawionym na pozytywne i negatywne komentarze i pouczające też, więc nie było o co się obrażać ;) Cieszę się, że za bardzo się nie zniechęciłaś i mam nadzieję, że zajrzysz żeby zobaczyć czy poradziłam sobie m.in. z imionami ;)
UsuńPozdrawiam!
Czekam na następną część!:) zapraszam do mnie.
OdpowiedzUsuńżyczę powodzenia, będę wpadać ;)
OdpowiedzUsuńz dużym opóźnieniem spowodowanym ogromnym "nie chce mi się" do wszystkiego, dodaję obiecany KONKRETNY komentarz:
OdpowiedzUsuńmoże mam już wypaczone myślenie po przeczytaniu całej masy i książek oscylujących w tej tematyce, ale jestem na 95% przekonana, że Piorun i Aya będą parą, a przynajmniej bliskimi przyjaciółmi. to znaczy, to by było dość typowe.
nie wiem dalej, jak definiować kreatury - jako wampiry, czy jako coś zbliżonego do tej rasy, ale tego się dowiem zapewne.
mogłoby być nieco dłuższe, na te 3 strony (pisane Arialem 10-11px) w Wordzie, no ale wydaje mi się, że ten pierwszy rozdział to swojego rodzaju bardzo bogaty w akcję prolog.
nie przyczepiam się do stylistyki ani nic, bo właściwie nie ma tutaj takich błędów, które rzucałyby się jakoś bardzo w oczy, a to w sumie i tak duży plus, bo często czytając opowiadania na blogach widywałam surowe posty, tj. bloggerka otwiera edytor, pisze rozdział i publikuje, bez chociażby przejrzenia tego, co wcześniej naskrobała.
i czekam do następnego!
hmm... jesteś nauczycielką polskiego?
OdpowiedzUsuńco do długości - akurat o tym coś wiem. mam jeszcze na komputerze 2-3 rozdziały swojego "najświeższego" (zaczętego kilka miesięcy temu i nieskończonego oczywiście) opowiadania. swojego czasu publikowałam je na blogu i jeden z komentarzy leciał jakoś: "zaczyna się super, ale za długie i nie chce mi się czytać". cool.
ważne, aby nie odstawiać głupot typu krótki rozdział pisany dużą czcionką, aby zajmował więcej miejsca lub też mega długi, pisany czcionką 8px (z tym przypadkiem się akurat spotkałam, niestety właścicielka zamknęła blog, a pisała dobrze).
OdpowiedzUsuńswoją drogą, co skłania Cię do pisania opowiadania o tej tematyce? :)
właściwie, to od razu piszesz w Wordzie (lum czymkolwiek innym), czy wpierw odręcznie, a dopiero później przepisujesz na komputer?
OdpowiedzUsuń